środa, 28 lipca 2010

przprowadzka

z powodu zaniedbania cala kuchnia kondensuje sie z calym biurkiem,i cala poduszka, w jeden blog, naczynie polaczone, kuchnia rekodzielo i smety;D


niedziela, 11 kwietnia 2010

mmm

trochę mnie tu nie było. bo trochę nie gotowałam, trochę nie miałam internetu. co nie zmienia faktu że jest to jakaś tam baza moich ulubionych potraw;D
w związku z tym do spisu koniecznie musi trafić nasz dzisiejszy obiad..czyli:

ciasto francuskie
pieczarki
czosnek
suszone pomidory w zalewie
świeze pomidory
swieza bazylia
ser lazur (tu akurat kusi mnie jakis inny smierdzacy, kozi czy cos)


ciasto francuskie do naczynka i ju.
pieczarki na  na odrobinie tluszczu z czosnkiem,pieprzem i listkiem bazyli. najlepiej pieczarki podsmazyc na oliwie z pomidorow. suszone pomidory na kawalki i do pieczarek. pieczarki doprowadzilam do chwilami zlotawego koloru. jak juz sa gotowe, wedruja na ciasto, a na nie swieze listki bazyli, dosyc gesto. mozna jeszcze pieprzem posypac.
teraz jedyna czynnosc zabierajaca odrobine wiecej czasu. pomidory bez skorek pokrojone w dosyc grube plastry posypane cukrem (mniej wiecej plaska lyzeczka na plasterek). tak posypane pomidory, z jednej strony, smazymy na masle, kladac je oczywiscie cukrem w dol. po chwili smazenia i wirowania patelnia (zeby nie przywarly) pomidory od spodu beda mialy przepieknie zloty kolor.. to znaczy ze juz:) pomidory ulozylam na pieczarkach, a w dziury miedzy pomidorami kawalki lazura.
calosc do piekarnika na 20min (mniej wiecej).




(zdjecie pojawi sie jak tylko internet wroci mi do zycia)

sobota, 15 sierpnia 2009

dawno mnie nie było:D

przepisów nowych multum, powakacyjnie ksiązek kucharskich przyjechało ze mną chyba 6:) (ach te targi taniej ksiazki!!).
placki ziemniaczane u borsuka w krynicy morskiej sa tak samo pyszne jak kiedys.. 
a ja sie sprawdzam jako rolnik:)



tak też w to lato, jadłam bób, fasolkę szparagową, ziemniaczki i cukinie z własnego ogrodu. Bób można było ambitnie, z fetą może, ale nie oszukujmy się, najpyszniejszy jest sam ze sobą:) fasolka z tradycyjną bułką i masłem obłędna i nic więcej jej nie trzeba było.. ziemniaczki, kefirek i komperek (też z własnego ogrodu, bo czemy by nie:D) wspaniałe, jedynie cukinia głębszej obróbce została podana, bo faszerowana wyszła, z pomidorami, czosnkiem tymiankiem bułką tartą i żółtym serem. ach!:)

aa, a kurki z lasu obok, najlepsze w jajecznicy były:)


piątek, 5 czerwca 2009

zaległości:)

na pierwszy ogień, jak zwykle, truskawki:)
sernik na zimno, z galaeretką truskawkową konkretniej:) zrobiony w szklankach, idealna porcja, i kroić nei trzeba, już o łatwiejszym przechowywaniu w lodówce nie wspominając:)
przepis na sernik zaczerpnięty ze strony ugotuj.to


przepis:
3 jajka
1 szklanka cukru
2 serki homogenizowane (nie pamietam jaki to rozmiar;))
1/2 szkl. mleka
niecałe 200g masła (rozpuszczonego i schłodzonego)
3 łyżki żelatyny (sypnęłam chyba mniej)
galaretka truskawkowa
truskawki:)

odzielić białka od żóltek. żółtka utrzeć z cukrem na kogiel mogiel, dodać stipione masło. żelatynę rozpuścić w ciepłym mleku, i wlać do masy maślano jajecznej, dodać serki homo, wymieszać.
białka ubić, i dodawać do masy serowej. 
w szklankach układałam po kilka truskawek, zalewałam masą, i zostawiłam na jakąś godzinkę w lodówce. przygotowałam galaretkę, która powoli sobie stygła na stole. po godzinie, na serniku znów poukładałam truskawki, zalałam gaaretką, odstawiłam do lodówki.
wszyscy się objadali, jednak jest to tak słodkie, że porcja 1 szklanka dziennie,to max:)

sernik jest baaardzo puszysty, kremowy.. ach!:)



będąc jeszcze w temacie truskawek, pozwolę sobie zaprezentować zdjęcie biszkoptu z truskawkami i bitą śmietaną:)
biszkopt nasączony rumem wymieszanym z kompotem truskawkowym:) bita śmietana, faktycznie bita, a nie jakieś fixy:) biszkopt pełen standart (Troszku mi.. opadł:>)
truskawki maczane w ciepłej czekoladzie.. większość zjadłam w trakcie robienia;D



i na koniec, obiad z serii "zjadłabym coś tłustego, frytkowego albco". panierowane pieczarki (bułka tarta - jajko, do bułki dodałam jeszcze chill, i jakieś zioła, nie pamiętam, koperek, natke? coś cokolwiek;) może to był tymianek?:))
smażą się szybko i stosunkowo łatwo:)
przepyszne z sosem:
jogurt + odrobina (łyżeczka) majonezu, koperek, czosnek, starty ser.

do tego kawałek sałaty, i miałam zdrowe niezdrowe jedzenie;P

poniedziałek, 18 maja 2009

zielono

tarty ze szparagami.. z ricotta! tak zrobilam,te z przepisu nizej:)
czyli, ciasto francuskie, ricotta z parmezanem i wiorkami cytryny, pieprzem i sola(ale kto by jej uzywal;))
ciasto francuskie pokroic w prostokaty/kwadraty/trojkaty co kto lubi;D posmarowac serowa masa. szparagi chwile podgotowac(3-4minuty) ukladac na ciescie, skropic oliwa i do pieca. 10-15minut.
ciasta zostalo, sera zostalo, szparagow zabraklo, wiec to samo tyle ze z cukinia:) moglam ja wczesniej tez jakos obgotowac czy przesmazyc..ale w sumie,lubie odrobine chrupka:) wiec poszla na 'zywca' :)
tarty sa doskonale! i na zimno i na cieplo i na ledwo cieplo:)


a teraz, zazdraszczajcie mi narody, bo właśnie opycham sie polskimi(coprawda szklarniowymi ale cii) truskawkami:D


czwartek, 7 maja 2009

dużo się jadło..

mało się zgrywało zdjęć;)
ale już się nadrabia. na pierwszy ogień idą szparagi:)
a właściwie małe tary szparagowe.
wg przepisu, jest to ciasto francuskie, smarowane ricotta z cytryna i parmezane, a na to przekrojone na pol szparagi. pomysl przedni, jednak ricotta nie jest w moim domu stalym bywalcem, wiec zrobic sie nie dalo (Zrobi sie jutro;P).
u mnie wiec, i owszem ciasto francuskie,i smarowane mazidlem, i kladzione na to szparagi, i dodatkowo mozarella przykryte. a mazidlo to sos beszamelowy, z resztkami serow zalegajacych w lodówce, z pieprzem i galka muszkatalowa.



teraz nastrój śniadaniowy, bo cukinni z zupy nieco zostało, bo na śniadanie nic nie było. 
nie powiem żeby to zdrowe było.. ale smaczne, no niestety:)
plastry cukini panierowane i smażone w dosyć głębokim tłuszczu;)


a potem, to już sama słodycz:)
najpierw mini pavlowy, czekoladowe.. jeszcze czuję ich smak:))

co i jak?
ano tak jak w przepisie na GP.
4 białka ubić na pianę, jak już ubita, dodawać cukru pudru (w przepisie koło 200g, ja wzięłam 170 i jest akurat). potem dwie łyżki kakao, pół łyzki octu, i 40g czekolady (ja posiekałam moim super wypasionym japońskim nożem. ha! przyszpanowałam;)).

na blachę/pergamin, robić paćki.. mnie wyszło sztuk 10 z takiej porcji.
nagrzać piekarnik do 180st, po czym wkladajac bezy zmniejszyc temp. do 150st. i piec 30min. na drugie tyle zostawić bezy w wyłączonym piekarniku.



potem było ciasto, niewarte nawet wspomnienia. taki bardziej 'wypasiony' piegus. mdły i nijaki.
ale na nim, była masa cukrowa!! bossz!! po co ktokolwiek kiedykolwiek mówił o masie z pianek, skoro ta masa cukrowa jest banalnie prosta do zrobienia, łatwa w obsłudze i o niebo lepsza!
przepis na mase cukrową, znów na GP, ale na wszelki wypadek podaję:

80dag cukru pudru
10dag glukozy (ja daję tą w proszku, delekty, dostępna wszędzie:))
4 łyżeczki żelatyny
70ml wody

ja robiłam tak. w misce metalowej wlałam wodę, rozpuściłam żelatynę. postawiłam na garnek z gotującą się wodą, dodałam glukozę. wymieszałam porządnie, żeby nie było grudek,i wszystko żeby się rozpuściło.
gdy zdjęłam z garnka, płyn nie był nawet jakoś przesadnie gorący (sądze że jak się to robi bezpośrednio w garnku jest gorzej;)). 
potem dodawałam cukier puder. bałam się że nie wyczuję odpowiedniego momentu, ale naprawdę wiadomo kiedy przestać:)
gotową masę wałkowałam na stolnicy posypanej mąką ziemniaczaną.
masa jest super!! żałuję że miałam bardzo mało czasu na ozdobienie ciasta, bo można się nią świetnie bawić. następnym razem muszę mieć jeszcze barwniki;D

a, na tort robiony w małej tortownicy (24 cm chyba) masy wystarczyło mi z połowy składników. i jeszcze trochę nawet zostało:)




no i oczywiście, najlepsze na koniec...

przepis żywcem użyty z kwestiasmaku.com , bo ja w ciastach dobra nie jestem, a ten przepis wyglądał sensownie, więc się go trzymałam:)
tort zrobił furorę..
być może to kwestia domowych wiśni, dodanych w dużych ilościach.
tort przekładałam sporą ilością zmiksowanych wiśni domowych, na to bita śmietana. płaty ciasta nasączyłam też likierem wiśniowo czkoladowym i sokiem z wiśni(tych wiśni domowych ofkors:))

a więc przepis kopiuję:

ciasto czekoladowe:

 150 g masła 
 150 g drobnego cukru do pieczenia 
 6 jaj 
 1 tabliczka gorzkiej czekolady (100 g) 
 pół łyżeczki aromatu waniliowego 
 150 g mąki pszennej 
 50 g mąki ziemniaczanej 
 1 łyżeczka proszku do pieczenia 

Wiśnie: 

 450 g mrożonych wiśni bez pestek 
 2 łyżki cukru 
 Do nasączenia: 3 - 4 łyżki alkoholu (wódki lub rumu)

Bita śmietana: 
  • 750 ml schłodzonej śmietanki kremówki
  • 3 łyżki cukru pudru
  • 1 łyżka cukru waniliowego
  • 2 łyżeczki żelatyny
Dekoracja: słoiczek wiśni w zalewie 
  • Ciasto: Masło ucieram z cukrem. Dodaję kolejno żółtka, miksując po każdym dodanym żółtku. Mieszam z roztopioną i ostudzoną 1 tabliczką czekolady, a następnie z aromatem oraz przesianą mąką pszenną zmieszaną z mąką ziemniaczaną i proszkiem do pieczenia. Delikatnie łączę z ubitą na sztywno pianą z białek. Przekładam do formy 24 cm i wstawiam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. Piekę przez około 45 minut. Całkowicie ostudzone ciasto kroję na 3 krążki.
  • Wiśnie podgrzewam z 1/2 szklanki gorącej wody i cukrem. Gotuję przez kilka minut na małym ogniu, odcedzam i studzę. Sok zachowuję i mieszam z 3 łyżkami alkoholu. Nasączam nim krążki ciasta.
  • Śmietankę ubijam z cukrem pudrem i cukrem waniliowym, mieszam z żelatyną (rozpuszczoną w niewielkiej ilości gorącej wody).
  • Krążki tortu przekładam wiśniami i bitą śmietaną. Dekoruję wiśniami w zalewie.

a moje zjdęcie może nie tak atrakcyjne, ale co tam;>


środa, 15 kwietnia 2009

jaki jest łoś, każdy widzi..

;) czyli łosoś w wersji nadziewanej zapiekanej;)


potrzebne łosiowe(łososiowe ofkors) filety (1,5kg)
20dag ryżu, puszka pomidorów, pęczek pietruszki (albo nawet więcej), pęczek bazylii(następnym razem wezmę tymianek), cytryna, bulion, oliwa, sól pieprz, parmezan.

łosia opłukać, osuszyć, posypać solą, pieprzem, skropić sokiem z 1/2 cytryny, odstawić.
w tak zwanym międzyczasie, na patelnię wlać oliwę, wrzucić ryż, i podprażyć. dodać bulion i pomidory z puszki. gdy ryż będzie już miekki, oddać zioła i parmezan.. ja dodałam jeszcze dużo skórki cytryny,i dużo więcej natki niż w przepisie.

gotowy ryż wykładać na płat, przewiązać sznurkiem, przykryć cytryną i ziołami.
piec w piekarniki 190-220 st., przez około 30minut(raczej więcej niż mniej). zjadać na ciepło:)

mimo że ryb nie tykam, ta smakowała mi wyjątkowo:))

przepis pochodzi z książeczki dodanej do ostatniego zwierciadła, "świąteczna kychnia" autorstwa D. i B. Białych.

w przepisie natki było pół pęczka, i nie przewidywano dodawania skórki z cytyryny. dla mnie jednak ten ryż był za mdły jak na rybę, stąd ta cytryna. nie wiem czy nie było by też fajnie,dodać trochę mięty.
generalnie, jeszcze do zrobienia;D

a żeby było o łosiach, kupiłam sobie foremki w ikei;D jeże, łosie, wiewiórki:D
tyle radości za całe 9.99;D

zdjęcie ze strony ikea.pl